poniedziałek, 11 stycznia 2016

Są takie dni, bardzo smutne od samego początku.



Był kiedyś taki człowiek, podróżnik, jakby nie stąd. Ktoś kto nas odwiedził tylko na chwilę.
Chyba był z Marsa, może z Księżyca kto wie. Napewno był to człowiek który spadł na ziemię

I teraz tylko żal. Bo nikt chyba nie widział, kiedy odszedł, że się żegnał.
Bo wracał do domu. Gdziekolwiek jest.


Do widzenia panie Bowie. Do zobaczenia wśród gwiazd. Tych prawdziwych. Które jaśnieją i w najciemniejszą noc...





G.

środa, 9 grudnia 2015

Różowe turkusowe lody.

Wszystko jest inaczej. Jakby gorzej. Nie dlatego, że szaro, wietrzyście i wszystkiego zawsze za dużo. Chociaż to także sprawia, że rano zbiera mi się na....

No tak. Życiowe nauki orzychodzą w porę albo za późno. Wszystko zależy od tego jak bardzo jesteśmy na nie otwarci. A ja ostatnio ciągle byłam zmęczona. Wszystkim. Obowiązkami, przyjemnościami, cudzymi uśmiechami, swoim uśmiechem, dniem i nocą. Nagle motto wypisane grubym złotym pisakiem tuż pod kalendarzem, przestało działać. 'Raz można'. I tak w kółko.




Ale przychodzi ten wspaniały, prawdopodobnie jeden z najlepszych pod względem efektów moment, w którym to orientujesz się, że to nie jest wcale tak że prościej jest lepiej. Że i tak wszystko wyjdzie. Prawda jest taka, że nic nie jest sprecyzowane na początku.
A wróżki z TV mieszkają w villach za więcej niż pół miliona złotych.

Oświecenie.
Temat nie tak znowu dawno przerabiany w zeszycie, dla mnie stał się faktem.

Bo czas naprawdę nie jest produkowany w Chinach. Nie jest ani z gumy, ani nie ma długiej daty przydatności do spożycia, ani tym bardziej nie śmierdzi.


I właśnie zaczynam głęboko go wdychać.








Za późno zdecydowałam, że kiedy dorosnę chcę zostać dzieckiem.
Takie decyzje powinno się podejmować z wyprzedzeniem. Nie wiedziałam.


Nie wiedziałam że i rok minie tak prędko. I już koniec grudnia i teoretycznie zimno i smutno jakoś, bo insczej. Podsumowania? Pewnie i to. Ale zbieranie papierów z podłogi jest niewygodne, bolesne dla kręgosłupa i męczące. A efekt marny. Przynajmniej jak dla mnie. Bo jak inaczej się zdołować jak nie tak

Prawda jest taka, że było źle. Nie najgorzej, ale po prostu źle. Siniaki i podpłynięte krwią strupy. Chciałabym nowego początku. Żeby to właśnie nadchodził ten rok. Może tak. Żadnych głębokich analiz, rozcinania trupa którym się czuję. Potrzeba mi nowego roku. Pełnego spokoju, planów, pomysłó. Ciszy. I może trochę wolności, takiej dorosłej, głośnej czasem, ale dającej prawo do słowa, tego bardzo bym chciała.
Tego życzę i tym, którzy pragną tego samego. I poza tym wszystkiego co najlepsze....






Zaraz Nowy Rok. Będą przemyślenia, szczypka sztuczności i pozy, talerze pełne resztek i wzdęcia gdzieś w okolicach pępka. Raz w roku należy.

Dobrych, spokojnych. I aby było zawsze lepiej 😊
G.










czwartek, 18 czerwca 2015

Kwiat nocy.

Wolność. Ten rok minął bardzo szybko. Zdecydowanie zbyt szybko,
ponieważ mam wrażenie, że umknęło mi parę rzeczy. Nie zrobiłam czegoś i teraz odczuwam jakieś dziwne poczucie utraconego czasu. Ogólnie nie uważam, żeby te 10 miesięcy było dobrych, albo złych. Było to 10 bardzo trudnych do oceny miesięcy. 
Słowo, które najlepiej je opisuje, a które jednocześnie jako jedyne przychodzi mi do głowy w tej chwili, to: DZIWNE.

Takie proste a zarazem koszmarnie skomplikowane słowo.
Dziwne.




Czuję się tak staro, że nie mam potrzeby świętowania urodzin.
Przestaję być dzieckiem. Nawet tym wewnętrznym.


I zaczynam przejmować się nadto głupotami.
Zapominam o tym co ma prawdziwie głębokie znaczenie.




Czasem mam tak ogromną potrzebę by komuś o wszystkim opowiedzieć.
O tym co mnie martwi, choć wiem że to paranoje, o tym co mnie dręczy, drażni a nie wiem dlaczego, o tym co chciałabym mieć, lub będę miała ale jeszcze w to nie wierzę...
I wtedy włącza mi się autonblokada.

STOP. To nie ma sensu. Nikt Cię nie zrozumie/mówiłaś to już tyle razy/masz jakąś nastoletnią schizę/nie masz naprawdę czym się przejmować/inni mają większe problemy etc.



To mnie uspokaja. I niszczy. Jednocześnie.






Nie chcę spać. Nie chcę spać bo się obudzę. I będę musiała znów walczyć.
I zaczynam bać się życia. Wiem, że jestem na to za młoda, ale zagrożeń jest tak wiele,
nawet tych prozaicznych, zwyczajnych, ludzkich. Boję się że nigdy naprawdę nie dorosnę.

Albo że już dorosłam, a to zdecydowanie zbyt szybko.


Jest bardzo późno. A ja mam tyle planów na najbliższe 2 miesiące.
Zrobię wszystko by ich nie zmarnować :)

Dobranoc

G.