Wolność. Ten rok minął bardzo szybko. Zdecydowanie zbyt szybko,
ponieważ mam wrażenie, że umknęło mi parę rzeczy. Nie zrobiłam czegoś i teraz odczuwam jakieś dziwne poczucie utraconego czasu. Ogólnie nie uważam, żeby te 10 miesięcy było dobrych, albo złych. Było to 10 bardzo trudnych do oceny miesięcy.
Słowo, które najlepiej je opisuje, a które jednocześnie jako jedyne przychodzi mi do głowy w tej chwili, to: DZIWNE.
Takie proste a zarazem koszmarnie skomplikowane słowo.
Dziwne.
Czuję się tak staro, że nie mam potrzeby świętowania urodzin.
Przestaję być dzieckiem. Nawet tym wewnętrznym.
I zaczynam przejmować się nadto głupotami.
Zapominam o tym co ma prawdziwie głębokie znaczenie.
Czasem mam tak ogromną potrzebę by komuś o wszystkim opowiedzieć.
O tym co mnie martwi, choć wiem że to paranoje, o tym co mnie dręczy, drażni a nie wiem dlaczego, o tym co chciałabym mieć, lub będę miała ale jeszcze w to nie wierzę...
I wtedy włącza mi się autonblokada.
STOP. To nie ma sensu. Nikt Cię nie zrozumie/mówiłaś to już tyle razy/masz jakąś nastoletnią schizę/nie masz naprawdę czym się przejmować/inni mają większe problemy etc.
To mnie uspokaja. I niszczy. Jednocześnie.
Nie chcę spać. Nie chcę spać bo się obudzę. I będę musiała znów walczyć.
I zaczynam bać się życia. Wiem, że jestem na to za młoda, ale zagrożeń jest tak wiele,
nawet tych prozaicznych, zwyczajnych, ludzkich. Boję się że nigdy naprawdę nie dorosnę.
Albo że już dorosłam, a to zdecydowanie zbyt szybko.
Jest bardzo późno. A ja mam tyle planów na najbliższe 2 miesiące.
Zrobię wszystko by ich nie zmarnować :)
Dobranoc
G.